adopcja psa ze schroniska

Adopcja psa ze schroniska – moje doświadczenia i rady

Od adopcji Harry’ego minęły już ponad dwa lata! Zresztą na pewno o tym wiecie, w końcu na pewno znacie 24 fakty o Harry’m na 24 miesiące razem. Dzisiaj cofniemy się do samych początków. W końcu adopcja psa ze schroniska to poważna decyzja, którą należy dokładnie przemyśleć i przeanalizować. O czym należy pamiętać przy adopcji psa? Jak wygląda procedura? Co po tak ważnym wyborze? Odpowiedzi znajdziecie w dzisiejszym wpisie!

Od czego zacząć?

W każdym schronisku może ona przebiegać inaczej, ja mogę co najwyżej opowiedzieć jak wyglądała cała procedura w Schronisku w Celestynowie przy adopcji Harry’ego. Warto jednak zacząć od zastanowienia się, czy rzeczywiście chcę się adoptować psa – czy będę w stanie zapewnić mu swój czas i swoją miłość. Jeśli odpowiedź jest twierdząca można rozejrzeć się za ankietą przedadopcyjną – tutaj macie ode mnie linki do ankiety przedadopcyjnej szczeniaka oraz ankiety przedadopcyjnej dorosłego psa. Taka ankieta moim zdaniem jest bardzo ważna – przypomina, że pies to również obowiązki, które musimy świadomie na siebie przyjąć. Podałam Wam linki do ankiet z Celestynowa, ale patrzyłam też na ankiety z innych schronisk i pytania były bardzo zbliżone.

Jeśli już jesteście zdecydowani na adopcję, to polecam Wam zacząć kontakt przez facebook, szczególnie jeśli jest często aktualizowany. Ja zaczęłam od napisania na oficjalny email schroniska zapytania czy są potrzebne stare kołdry. Odpowiedzi nie dostałam do tej pory, nie wiem jaka była tego przyczyna. Napisałam jednak na facebook wolontariuszy, którzy tym tematem zainteresowali się od razu i zachęcona dalej pytałam jak wygląda adopcja psa. Interesowała mnie cała procedura (której jak się okazało niepotrzebnie się bałam).

Wcześniej przeglądaliśmy zdjęcia psów na fanpage’u ale pobieżnie. Ja przeraźliwie bałam się masy smutnych oczek patrzących w moją stronę, więc na początku ledwo co zerknęłyśmy na zdjęcia. Chociaż jeśli mam się przyznać to Listonosz (czyli Harry!) od razu wpadł mi w oko. Bardzo przypominał Toudiego i z tego powodu nie spodobał się wówczas mojej siostrze.

Jak wygląda adopcja psa ze schroniska?

Moi rodzice oficjalnie bardziej zgodzili się na psa niż go chcieli (nieoficjalnie mojemu tacie świeciły się oczy gdy tylko była mowa o przygarnięciu psa). Mięli jednak swoje wymagania – musiał być małą, młodą suczką. Po obejrzeniu zdjęć na stronie schroniska okazało się, że nie ma takiego psiaka, który spełniałby wszystkie ich wymagania, ale spodobał im się spełniający dwa z nich Listonosz! Na wszelki wypadek miałyśmy z siostrą sprawdzić, czy może jednak jest w schronisku jakaś mała, młoda sunia. Były dwie – jedna akurat miała młode, a druga nie lubiła panów, więc zdecydowałyśmy się na spacer z Listonoszem. My się mu raczej nie spodobaliśmy, bo na nasz widok schował się do schroniskowego boksu, ale wolontariuszce udało się go z niego wyciągnąć. Po przekroczeniu murów schroniska przestał być nieśmiały, zaczął kierować spacerem, niemiłosiernie przy tym ciągnąć za smycz – do tej pory sobie z tym nie poradziliśmy. Nie mam pojęcia jak jest w innych przypadkach, ale my z Listonoszem nie złapaliśmy od razu kontaktu. Jednak mimo to zdecydowaliśmy, że zabierzemy go do domu. Ja poszłam podpisać umowę adopcyjną, moja siostra została z psem przed schroniskiem. Przy adopcji psa wpłaca się darowiznę na rzecz schroniska, mi zasugerowano 50 zł, i tyle też zapłaciłam. Przywieźliśmy ze sobą obroże i smycz – ta pierwsza okazała się zdecydowanie za mała, ale w schronisku dokonano wymiany. Zabraliśmy pieska do domu, gdzie ciągle czuł się nieswojo. Gdy troszkę się zaaklimatyzował wpychał wszędzie swój ciekawski nosek, chcąc poznać każdy kąt w domu.

 A po adopcji…

Na drugi dzień dostaliśmy email od tej samej wolontariuszki, z którą pisałam przed adopcją i która asystowała nam przy spacerze z pieskiem. Jak dla mnie to super spawa, naprawdę należy się olbrzymie uznanie wolontariuszom z Celestynowa za ich ogromne zaangażowanie – bo po adopcji pytano się o Harry’ego nie raz i nie dwa. Ja ciągle miałam dużo pytań, nie wiedziałam na przykład jak zachęcić psiaka do jedzenia.Tydzień lub dwa od adopcji odwiedzili nas wolontariusze, którzy najbardziej opiekowali się Harry’m w schronisku. Wtedy to okazało się, że swoje schroniskowe imię zawdzięcza temu, że pogryzł listonosza (ehh, a my myśleliśmy, że z każdego spaceru przynosił listy-patyki). Harry dostał wówczas zestaw pożegnalny ze schroniska – całą masę ulubionych parówek, nowe miski i psie przysmaki.Niedługo po tym mieliśmy z Harry’m spory problem – psiak przestał akceptować domownika. Nie wiedząc co zrobić w pierwszym odruchu zwróciliśmy się o pomoc do schroniska. Na szczęście nie była potrzebna pomoc behawiorysty, bo rady udzielone przez wolontariuszkę były w tym wypadku strzałem w dziesiątkę.

Wolontariusze ze schroniska do tej pory są zainteresowani losami swojego podopiecznego. Na rok razem wysyłałam jego zdjęcia, co kilka miesięcy dostaję zapytanie co tam u niego słychać. Super sprawa!

adopcja psa

O czym trzeba pamiętać?

– Pies to odpowiedzialność. Bądź pewnym tego, że możesz otoczyć go troską, zapewnić mu odpowiedni byt i swój czas.
– Pies może mieć problemy z dostosowaniem się. Trzeba o tym pamiętać, szczególnie, że jest to dla niego całkowicie nowa sytuacja. Musisz być gotowym, by poświęcić mu czas na zaadaptowanie się i oduczenie złych nawyków (drapanie mebli, siusianie w domu itp.). U nas proces dostosowywania się Harry’ego ciągle trwa – brakuje mu dyscypliny (słucha się tylko wtedy gdy ma na to ochotę) oraz nie umie ładnie chodzić na smyczy.
– Pies może sprawiać problemy. Nie da rady dobrze poznać psa w schronisku, jestem pewna, że wolontariusze nie wiedzieli, że z Harry’ego jest aż taki łobuziak. Trzeba być gotowym na pracę z psem, niekiedy nawet u behawiorysty. Kto by się spodziewał, że Harry nie polubi babci, gotowej zawsze podzielić się z nim jedzeniem? Dopiero po kilku wspólnych spacerach i zabawach stali się za pan brat.
– Pies to nie zabawka. Decydując się na psa, trzeba mieć na uwadze, że to przyjaciel na całe życie. Trzeba pamiętać o nim, gdy planujemy wakacje, zmieniamy miejsce zamieszkania. Nie możesz go w dowolnym momencie odłożyć na półkę, musisz cały czas dbać o niego i o jego pieskie uczucia.
– Pies kosztuje. Same podstawowe rzeczy trzeba będzie wpisać w comiesięczny budżet – karma, akcesoria, zabawki. A poza tym jeszcze wizyty u weterynarza. Harry miał już ich całkiem sporo (w porównaniu do moich poprzednich psów), przy czym na szczęście nic poważniejszego mu się nie działo. Ale psy chorują, tak jak ludzie i ich leczenie czasem może szarpnąć za kieszenie.

A poza tym…

– Psy często uciekają. Kilkakrotnie przypominano nam, by w początkowej fazie mieć szczególne oko na Harry’ego. Właściwie oko na niego mamy cały czas, mieszkając przy ruchliwej ulicy i mając psa który lubi szczekać na samochody, po prostu tak trzeba.
– Psy nie chcą jeść. Wiele psów na początku nie chce jeść. Stres związany z nowym miejscem i nowymi ludźmi jest wystarczającym powodem by stracić apetyt. Harry’ego brak apetytu łapie, gdy wyjeżdżam na dłużej, dlatego unikam tego jak tylko się da.
– Psy potrzebują ruchu. Nawet mniejsze psy trzeba zmęczyć. Po Harry’m od razu widać, gdy roznosi go nadmiar energii – wpada w manię obsesyjnego niszczenia (wcześniej butów, teraz – zabawek). Wtedy (i nie tylko wtedy) wybieramy się na długi spacer lub zabawę piłką.
– Pies potrzebuje Twojego czasu. Musisz specjalnie dla niego wstać dwadzieścia minut wcześniej, zająć się nim gdy po pracy będziesz myśleć tylko o odpoczynku. W okresie grypy zwlec się z łóżka by zrobić mu jedzenie, głaskać gdy będzie domagać się pieszczot.

 

Przygarniając psa, musisz mieć powyższe (a może nawet o wiele więcej) na uwadze. Musisz podjąć świadomą decyzję i wiedzieć z czym ona się wiąże. Być gotowym na wszystko. A potem? Potem, to już tylko cieszyć się, że masz takiego wspaniałego przyjaciela…

Zapisz