Im więcej mamy do zrobienia, tym lepiej jesteśmy zorganizowani

Im więcej mamy do zrobienia, tym lepiej jesteśmy zorganizowani? Prawda czy mit?

Im więcej mamy do zrobienia, tym lepiej jesteśmy zorganizowani. Znacie to powiedzenie prawda? Ostatnie dwa miesiące nie obecności tu, na blogu były na dobrą sprawę… sprawdzaniem tego w praktyce! Miałam studia dzienne, miałam pracę na etacie, miałam fotografię i inne dodatkowe zajęcia, oprócz tego chciałam przecież znaleźć czas dla rodziny i przyjaciół. Mój grafik był dosłownie przeładowany, codziennie zapisywałam masę rzeczy „to do”, codziennie obowiązków tylko przybywało (koniec roku i na studiach i w pracy), a w tym wszystkim siedziałam ja, która wiele rzeczy powinnam zrobić na wczoraj… I teraz po tych ostatnich kilku miesiącach mogę Wam powiedzieć, czy w moim wypadku to powiedzenie jest prawdziwe czy jest totalną bzdurą.

Na początku roku, gdy jeszcze nie pracowałam, patrząc na swój plan zajęć na uczelni, widziałam masę wolnego czasu – takiego, który mogę przeznaczyć na naukę angielskiego, czytanie książek lub wypad z bratanicami na basen. Koniec końców niewiele z tego dodatkowego planu się udawało, śmiało rezygnowałam z tych dodatkowych aktywności. A to byłam zmęczona, a to nie chciało mi się iść do biblioteki, a to brało mnie przeziębienie. Bardzo łatwo było mi znaleźć wymówki, że nie mam czasu czegoś zrobić i bardzo łatwo odpuszczałam. A później doszłam do wniosku, że to za mało i wrzucę na swoje barki jeszcze pracę, a co!

Im więcej mamy do zrobienia, tym lepiej jesteśmy zorganizowani

Doszła masa obowiązków i na dobrą sprawę z pozoru udawało mi się wszystko ogarnąć. Nawet na studiach szło mi lepiej i zaliczyłam wszystkie ćwiczenia bez problemu, chociaż na część przedmiotów nie mogłam chodzić. W pracy też wywiązywałam się z terminów, koniec końców nawet czytałam więcej. Stało się tak, gdyż zaczęłam wpisywać odpoczynek i czas dla samej siebie w poczet rzeczy do zrobienia danego dnia. Bez tego, w pewnym momencie chyba bym stanęła, zacięła się i nie mogła ruszyć dalej.

Czy to znaczy, że zgadzam się ze stwierdzeniem postawionym w tytule? Wręcz przeciwnie!

Tak, robiłam więcej rzeczy. Tak, częściej udawało mi się znajdować czas dla samej siebie. Tak, przestałam marnować czas robią zupełnie nieproduktywne rzeczy.

Wszystko się zgada. Ale…

Moja doba ciągle miała tylko 24 godziny. Nie da się zrobić wszystkiego. I ja też mimo dużych planów nie robiłam wszystkiego. Miałam w mojej liście zadań rzeczy, które potrafiłam przekładać z dnia na dzień. Nic się nie stało, gdy nie zrobiłam tego od razu, świat się nie zawalił. Ale świadomość, że nie dałam rady gdzieś tam z tyłu głowy ciągle była. I sprawiała, że momentami czułam się do bani.

Biorąc na siebie nowe zobowiązania i nadając im duży priorytet w moim życiu, skazałam inne jego części na pójście w odstawkę. Tak się stało na przykład z blogiem. W momencie, w którym miałam z czegoś zrezygnować, zrezygnowałam między innymi z niego. Nie da się zrobić wszystkiego. Jeśli rozmyślasz nad dołożeniem sobie nowych obowiązków, mając na względzie właśnie „Im więcej mamy do zrobienia, tym lepiej jesteśmy zorganizowani” bądź świadom, że tak się nie da. Że z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością coś pójdzie w odstawkę, bo nie dasz rady zrobić wszystkiego.

Taką lekcję wyniosłam z ostatnich kilku miesięcy. Jestem ciekawa jakie Wy w tym aspekcie macie spostrzeżenia?

Tradycyjnie zapraszam Was też na mój instagram i facebook.