kreatywny planner

Kreatywny planner

W temacie organizacji dawno nie było aktualizacji – z dość prostego powodu. Nie jestem w tym temacie za dobra i cały czas szukam swojej drogi. Przez cały ubiegły rok korzystałam z systemu Bullet Journal, który dość dobrze się spisywał. W tym roku jednak dokonałam zmiany i to kreatywny planner pomaga mi w organizacji na co dzień. Czym jest kreatywny planner? Dlaczego nastąpiła taka zmiana? Odpowiedzi na te pytania poznacie w dzisiejszym wpisie.

Rok 2017 z Bullet Journal

Muszę potwierdzić to co pisałam wówczas o Bullet Journal – to super system, który uprościł moje życie w wielu aspektach, m.in. dlatego, że wszystko co najważniejsze miałam pod ręką, w jednym miejscu.  Zresztą nadal mam – wszystkie notatki, listy i trackery które poczyniłam w ubiegłym roku są w nim nadal aktualne, więc chętnie i często zerkam do tamtego zeszytu, który ma zresztą stałe miejsce na mojej półce.

Więc dlaczego zrezygnowałam z Bullet Journal obecnie? Bo nie mam na niego czasu! Może to wydawać się dziwne i całkowicie sprzeczne z ideą takiego zeszytu, dlatego już biegnę z tłumaczeniem. Nie chodzi bynajmniej o rysunki i ozdabianie (które swoją drogą bardzo mnie wciągało, gdy miałam chwilę czasu), ale o to, że w najbardziej intensywnych momentach mojego życia trudno było mi znaleźć czas na rysowanie tabel, idealnie dopasowanych do mnie, które tak bardzo polubiłam. Ktoś powiedziałby, że to zaledwie pięć minut, ale jako estetka dostałabym szewskiej pasji widząc krzywe linie, z kolei gdybym miała wszystkie tabelki rysować starannie, to już zajmowałoby mi to przynajmniej godzinę (dołączając czas na szykanie linijki). Nie mogąc na to pozwolić, doszłam do wniosku, że w 2018… Po prostu wydrukuję sobie tak lubiane przeze mnie tabelki.

Kreatywny planner

Kreatywny planner to nic innego, jak najczęściej przeze mnie używane tabelki w bullet journal, specjalnie zaprojektowane i wpięte w koło zeszyt. Starałam się przenieść do niego wszystko co lubię w Bullet Journal. Po kilku miesiącach mogę użytkowania mogę stwierdzić, że w większości mi się to udało. Nie tracę czasu na rysowanie tabelek – bo mam je gotowe do użycia na już. Nie marnuję miejsca, gdy nic się nie dzieje – bo w plannerze nie ma dat i uzupełniam je samodzielnie, na bieżąco. W razie potrzeby mogę sobie zanotować najważniejsze rzeczy, albo stworzyć listę – bo miejsca na luźne notatki też zostawiłam całkiem sporo. Wspomnę w tym miejscu  o dodatkowych, kreatywnych stronach które ciągle testuję, a które wpłynęły na to, że nie jest to właśnie kreatywny planner.

Jeżeli chodzi o wady – na pewno zaliczę do tego wkład, jaki musiałam z siebie dać projektując go. Nie jestem grafikiem, a precyzyjne przeniesienie wielkości by wszystko jak najbardziej przypominało mój stary zeszyt – stanowiło nie lada wyzwanie. Jeśli chodzi zaś o sam koszt produkcji, to za wydrukowanie i złożenie zapłaciłam ok.30zł – jeśli ktoś ma możliwość wydrukowania kartek samodzielnie w domu na pewno wyjdzie taniej. Nie uważam jednak by była to jakaś wygórowana kwota, skoro pozwoli mi się organizować przez blisko sześć miesięcy. Gdybym kontynuowała Bullet Journal na pewno kupiłabym sobie zdecydowanie droższy zeszyt.

To tyle na razie w temacie organizacji. Osobiście ciągle czuję na razie potrzebę próbowania coraz to nowych rzeczy, może za jakiś czas znajdę jakiś gotowy planner, który bardziej przypadnie mi do gustu. Na razie robi to kreatywny…

INSTAGRAM